Nie lubię sobót.
Nie lubię, ponieważ tego dnia na przekór wszystkiemu mam największą ochotę do pracy twórczej i najwięcej pomysłów.
To w czym problem, powiecie?
Otóż w tym, że to dzień wolny od pracowni, dzień dla domu. A, że w domu jest zawsze co robić, to nie muszę nikogo przekonywać.
Wpadłam więc dzisiaj na genialny pomysł: zamieniłam piątek z sobotą.
Dzień więc zaczełam tradycyjnie czynnościami domowymi z zamiarem oddania się całkowicie pracom domowych.
Do czasu ...
Z chwilą, gdy dotknęłam miedzi, by ją uporządkować - przepadłam.
Tak przepadł i piątek i sobota.
Zrobiłam dwie bransoletki z zielonym akcentem i trzy kolejne przygotowałam do pracy na jutro. Uformowałam, pogięłam, młotkowałam - wire wrapping na sobotę, która miała być piątkiem. haha
Było piękne słońce, zrobiłam też zdjęcia.
W ten oto sposób dzień był półpiątko - sobotą, a jutro - co robić?
A oto i nowe bransoletki, którym nie potrafiłam się oprzeć:
Kolekcja z soczystą zielenią, absolutnie nie jesienną powiększa się:
Pozdrawiam Was Kochani
Nie jestem dziś sama, jest ze mną: dobry nastrój, czego i Wam życzę :)
Beata