środa, 7 października 2015

Jaki i czym pomalowałam lniane kwiaty? Nagrzewnica do kwiatów

Zdjęcia zrobione, przecięte, skompresowane i gotowe do publikacji.

Lniane, malowane broszki powstały na bazie lnu (raczej surówki lnianej). Chciałam, aby te kwiaty były takie trochę „surowe”, lekko postrzępione, naturalne jednym słowem.


Materiał „zapinam” na tamborku, wygodnie siadam w fotelu, wybieram film (ostatnio o Kleopatrze) i maluję farbami akrylowymi do tkanin (jak widać na zdjęciu).
Tu uwaga! – farby rozcieńczam. Na małym spodeczku  rozcieńczam wodą i mieszam kolory. To są farby akrylowe, a wiec bezpieczne, łatwe w użyciu. Nie trzeba specjalnych rozcieńczalników czy rozpuszczalników, wystarczy woda.


Gdy już swój tamborek zamaluję, pozostawiam wg instrukcji na ‘wbudowanie się” farby w tkaninę, tj. na 24 godziny.


Po tym czasie materiał prasuję – „po lewej stronie”, bez pary. Gotowe. Szal prałam ręcznie wielokrotnie, nie stracił kolorów, nie barwił wody.


Teraz można zrobić z tym na co ma się ochotę. Kiedyś namalowałam szal. Teraz wycięłam płatki do kwiatów.

Płatki uformowałam nagrzewnicą do kwiatów: 


Powiem tak: mam ten przyrząd chwilę zaledwie i dopiero się uczę. Oglądałam kilka filmów na YouTube, ale nie zajęłam się tym tematem jeszcze dokładnie. Gdy będę już posiadała wiedzę na tyle sprawdzoną by się nią dzielić, to się podzielę. Tymczasem jednak odsyłam do instrukcji on-line. Przynajmniej zobaczyliście jak takie cudo wygląda.
Znalazłam jeden film: https://www.youtube.com/watch?v=sO9RzImirtI
O, i kolejne:
https://www.youtube.com/watch?v=d_wmrV61rPs
https://www.youtube.com/watch?v=SP_MPF2hxY8
https://www.youtube.com/watch?v=Iaag64rhT-k
https://www.youtube.com/watch?v=SsvYEZIFJ2c
https://www.youtube.com/watch?v=LMNSLEOhQTM

Cóż to jest? -  „lokówka z końcówkami” (haha). Nagrzewa się do wysokiej temperatury i wybraną końcówką formujemy płatki. Najczęściej reklamowana jest do wykonywania kwiatów z jedwabiu. Jeszcze nie sprawdzałam.


Kochani, szczerze zachęcam do wieczornego malowania. Nic tak nie uspakaja, nie koi nerwów nadszarpniętych życiem codziennym jak malowanie. Można zachęcić do tego dzieci i wspaniale spędzić rodzinny wieczór. Ja mam syna, już trochę dużego (17 lat), to jest jakby poza kręgiem osób zainteresowanych, ale gdy był małym dzieckiem malowaliśmy razem butelki i bombki, szklane bombki.

Wspomnienia! – bezcenne.

Polecam J
Beata


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz